sobota, 29 grudnia 2012

Świąteczny, lekki sernik orzechowo kawowy

Co roku na święta od kiedy pamiętam były 2 tory - makowy i orzechowy.
Niestety od kiedy nasz wigilijny skład nieco się uszczuplił i wszyscy jakoś
mniej jedzą, to zrezygnowałyśmy w tym roku z (mojego ukochanego)
tortu orzechowego, a w zamian zrobiłam niewielki orzechowo kawowy serniczek.

Powiedzmy, że domownicy nie zawsze pałają optymizmem do moich odchudzonych
wypieków, szczególnie w takich okresach jak świąteczny, ale ów sernik został
przyjęty bardzo pozytywnie, więc mogę z czystym sumieniem zachęcić! :-)




Lekki sernik orzechowo kawowy
Około 14 porcji

Spód:
  • 45 g herbatników
  • 40 g orzechów włoskich
Masa serowa:
  • 650 g mielonego twarogu 0%
  • 100 g miodu
  • 4 jajka (L)
  • 80 ml mleka
  • 30 g mielonych orzechów włoskich
  • 1 łyżka kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżka kakao
  • 50 g kaszy manny
  • aromat waniliowy 
  • szczypta soli



Przed przygotowaniem sernika włączamy piekarnik i nagrzewamy do 170 stopni.

Formę (użyłam małej tortownicy 23 cm średnicy) wykładamy papierem do pieczenia.

Spód tworzymy z drobno pokruszonych herbatników i zmielonych lub posiekanych orzechów włoskich - mieszamy razem te składniki i wysypujemy do przygotowanej formy równomiernie rozkładając je na spodzie.

W dużej misce miksujemy ser z żółtkami i miodem, dodajemy odrobinę aromatu waniliowego, mleko oraz kaszę mannę. W osobnym naczyniu ubijamy na sztywno białka jaj dodając szczyptę soli.
Pianę dodajemy do reszty składników i miksujemy całość razem przez krótką chwilę na niskich obrotach miksera.

Następnie masę dzielimy na dwie części - do jednej dodajemy zmielone orzechy, a do drugiej kawę i kakao. Po wymieszaniu zawartość obu misek wlewamy naprzemiennie do przygotowanej formy i wstawiamy do piekarnika na 50 minut.




Przed podaniem dobrze ostudzić i trzymać ciasto w chłodnym miejscu! :-)



środa, 26 grudnia 2012

Biscotti w prezencie

.. dla Dorki i Czarka.
Dorota obecnie mieszka we Włoszech, skąd zresztą przyplątało
się jej kilka jedzeniowych nawyków czyli np makaron jest dobry na każdą
okazję, czy właśnie one.. ciastka śniadaniowe.
Dlatego też w prezencie do jej nowego mieszkania kupiłam słoiczek na
ciasteczka, no i przecież nie mogłam go oddać takiego pustego..
Może upieczecie na sylwestra :-)




Biscotti z migdałami i żurawiną
Przepis na około 30 ciasteczek

  • 100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 120 g mąki pszennej zwykłej
  • 2 małe jajka (łącznie 80g po wbiciu)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 40 g cukru pudru
  • 10 g cukru waniliowego
  • 30 g migdałów
  • 30 g suszonej żurawiny
  • 25 g rodzynek
  • 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1/2 łyżeczki cynamonu



W misce roztrzepujemy jajka ze szczyptą soli.

Do jajek dodajemy mąkę, bakalie oraz resztę składników i zagniatamy ciasto.

Gotową masę (która będzie dość twarda) formujemy w długi wałek szerokości około 7 cm i mniej więcej 2 cm grubości, kładziemy go na blaszce z papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 160 stopni na 25 minut.

Po upływie tego czasu wyciągamy blaszkę i studzimy ciasto, które następnie kroimy w talarki o grubości około 0,7 - 1 cm, po czym rozkładamy je na płasko na papierze i wkładamy ponownie do piekarnika na 5 minut po czym obracamy ciasteczka i pieczemy kolejne 5 z drugiej strony.

Przed schowaniem ciastek do puszki lub słoika należy pozwolić im całkowicie wystygnąć.




ps. Jeszcze Wam nie pożyczyłam Wesołych Świąt! :-)

sobota, 22 grudnia 2012

Owsiane placuszki z jabłkami

Dawno nie robiłam placuszków.
Przydałaby mi się taka patelnia z 3 wgłębieniami, bo na jednej
małej patelni do pancakes to wieeeeki mijają zanim je usmażę.

Dziś jednak jak zwykle zamiast sprzątać przed świętami robiłam wszystko
inne, więc między pieczeniem spodów do tortu makowego i innych 
przygotowań kuchennych zrobiłam te owsiane okrąglaczki z jabłkami.




Owsiane placuszki z jabłkami i cynamonem
Przepis na 1 porcję - 4 placuszki

  • 25 g płatków owsianych
  • 25 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 5 g mielonego lnu
  • 100 ml mleka
  • 1 łyżeczka miodu/stewii
  • 1/2 jabłka
  • 10 g rodzynek
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 jajko
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika


Mleko gotujemy w rondelku, dodajemy płatki owsiane, len i miód/słodzik i gotujemy chwilę mieszając, a następnie odstawiamy na 5 minut pod przykryciem.

W między czasie obieramy jabłko i kroimy w cienkie plasterki, a następnie posypujemy cynamonem.

Gdy płatki lekko napęcznieją i mleko przestygnie, dodajemy jajko, mąkę, proszek do pieczenia i przyprawę do piernika i dokładnie mieszamy łyżką lub trzepaczką.

Jabłka dzielimy na 4 części, każdorazowo plasterki układamy na rozgrzanej patelni i zalewamy 3-4 łyżkami wcześniej przygotowanego ciasta.

Podczas smażenia patelnie przykrywamy pokrywką, by wierzch szybciej się ściął.
Po 1-2 minutach obracamy nasz placek na drugą stronę (można przerzucić go na drugą, dużą rozgrzaną patelnię, a do małej nałożyć kolejną porcję jabłek i ciasta - tak będzie sprawniej)
i smażymy kolejne 2 minuty.

Z przepisu powinny wyjść 4 placuszki.




czwartek, 20 grudnia 2012

Lekka tarta warzywna

Dalej ignorując temat świąt (...)
Popełniłam dziś w kuchni szybką i lekką tartę warzywną.

Mam pewne wyrzuty sumienia w związku z niedostarczeniem Wam 
zbyt wielu przepisów na święta, ale jakoś nie zabrałam się za to wcześniej,
a teraz głupio robić potrawy wigilijne na tydzień czy dwa przed świętami,
bo to po prostu popsuje mi urok wyjątkowości tego okresu, na który czekam cały rok.
Inną sprawą jest, że ciężko u mnie przepchnąć "dietetyczne" święta i coś czuje, że skończy
się w porywie na pełnoziarnistych pierogach i moim prywatnym lekkim serniczku, o.




Lekka warzywna tarta na pełnoziarnistym spodzie
Forma o średnicy 28 cm, dość wysoka

Spód:
  • 180 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 60 g mąki pszennej zwykłej
  • 200 ml jogurtu naturalnego
  • 15 ml oliwy z oliwek
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżka majeranku
Wypełnienie:
  • 2 duże marchewki
  • 2 średnie cukinie
  • 1 duża cebula
  • 250 g chudego twarogu
  • 2 jajka
  • 100 ml jogurtu
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka suszonej bazylii
  • pieprz



Na stolnicę wysypujemy obie mąki, w kopczyku robimy otwór do którego wbijamy jajko, dodajemy resztę składników i zagniatamy jednolite ciasto, które powinno być elastyczne i nie kleić się do dłoni (można użyć podstawowego programu maszyny do pieczenia chleba).
Ciasto rozwałkowujemy na cieniutki, okrągły placek, układamy go w formie i robimy dziurki widelcem, żeby powietrze nie tworzyło bąbli.
Podpiekamy około 20 minut w 180 stopniach, następnie studzimy.

W między czasie podgotowujemy lekko cienkie plasterki marchwi (około 2mm grubości),
cukinię również kroimy w plastry i posypujemy lekko solą pozostawiając na chwilę, by wypuściła wodę, którą później odlewamy.

Gotowe warzywa wrzucamy do dużej miski, dodajemy posiekaną cebulę.



W osobnym naczyniu łączymy jajka z twarogiem, jogurtem i przyprawami, a następnie masę przelewamy do dużej miski i całość w miarę dokładnie mieszamy, a następnie rozprowadzamy wypełnienie łyżką we wcześniej upieczonym spodzie.

Tartę pieczemy w 180 stopniach przez 30 minut.


niedziela, 16 grudnia 2012

Omlet z komosą ryżową i warzywami oraz KONKURS!

Wiem, że na blogu powinien być przedświąteczny szum,
przepisy na pierniki i pierogi.
Spokojny tydzień przed świętami też powinien być - a nie ma.
Dopiero dziś trochę odetchnęłam i mogłam nabałaganić w kuchni
i przy okazji przygotować dla Was obiecany urodzinowo - świąteczny konkurs.
Ale najpierw przepis! Znów bezglutenowy, ostatnio przypadkiem same takie się tworzą :-) 




Omlet brokułowy z komosą ryżową, pieczonymi pomidorami i cebulką

  • 2 jajka
  • 25 g czerwonej komosy ryżowej (quinoa)
  • 100 g brokułów
  • 1 mały pomidor
  • 1/2 małej cebuli
  • sól, pieprz
  • oregano
+ opcjonalnie
  • kilka łyżek jogurtu naturalnego
  • 1 mały ząbek czosnku
  • szczypta soli i pieprzu



Przepis teoretycznie bardzo prosty, a praktycznie trochę z nim zachodu ;-)

Komosę gotujemy w lekko osolonej wodzie pod przykryciem około 15 minut, po czym zdejmujemy z ognia i pozostawiamy na kolejne 5 minut w rondelku, a następnie odcedzamy.

Brokuły podgotowujemy 4 minuty a następnie odcedzamy i rozdrabniamy na mniejsze kawałki.

W między czasie na papierze do pieczenia układamy plasterki pomidora oraz cebuli, pomidorki posypujemy oregano i całość wstawiamy do piekarnika na kilkanaście minut, aż cebula zacznie się rumienić (piekarnik nagrzewamy wcześniej do 180'C).

Gdy komosa i brokuły będą już gotowe, przekładamy je do miski, dodajemy pieprz, pół łyżeczki sol, a następnie wbijamy 2 jajka i dokładnie mieszamy.

Masę wylewamy na rozgrzaną patelnię, na wierzchu układamy pomidorki i cebulę, a następnie przykrywamy i zostawiamy na kilka minut na średnim ogniu, tak aby dół nie przypiekł się za bardzo, a jednocześnie góra ścięła się z racji temperatury.

Zachęcam do podawania z prostym jogurtowym sosem czosnkowym :-)





Ta patelnia ze zdjęć z piękną zieloną rączką to właśnie nagroda we wspomnianym konkursie!
Jest to produkt z nowej ekologicznej serii znanej włoskiej firmy Ballarini - linii GREENLINE.
Nie będę Wam kopiowała całej specyfikacji, którą znajdziecie TU

Powiem od siebie krótko, że jestem bardzo zadowolona z produktu, zdecydowanie bardziej
niż z patelni tefal, która swego czasu trafiła w moje posiadanie z konkursu kuchnia 24/7.
nie jest niepotrzebnie rozbudowana "na boki" co oszczędza miejsce, ma wyraźnie zarysowane
ścianki i jest dość głęboka, a często się to przydaje.
Co najważniejsze - oczywiście pomyślnie zdała test usmażenia omleta bez tłuszczu
więc już możemy się zaprzyjaźnić.



Regulamin konkursu:

1. Nagrodą w konkursie jest Patelnia z Thermopoint (24cm) Ballarini GREENLINE
2. W komentarzu tego posta należy podać swój ulubiony sposób na lekkie danie z patelni oraz pozostawić swój adres e-mail
3. Konkurs trwa 16 grudnia do 24 grudnia włącznie, do 27 grudnia poinformuję kto moim zdaniem podał najciekawszą propozycję i ta właśnie osoba zostanie nagrodzona.

Konkurs zorganizowany wspólnie ze sklepem NPC Store, oficjalnym
dystrybutorem marki Ballarini w Polsce.

Serdecznie zapraszam do polubienia facebookowej strony NPC Store - Włoski przepis na życie
No i do siebie jak zawsze tez zapraszam, aby być na bieżąco :) - Dietetyczne fanaberie

Powodzenia!

--------------------------------------

Konkurs wygrywa depresja91@wp.pl ze swoim pomysłem na pizze z cukinii!
Gratulacje :) 

środa, 12 grudnia 2012

Łosoś z chrzanowym puree

Tak obiecuje, obiecuje ten przepis na łososia..
I w końcu jest! W ramach dalszego zaprzyjaźniania się z rybami.
Zdjęć nie wiele, bo było tak pyszne, że musiałam szybko zjeść :-)
Przepis jest bezglutenowy i eliminując jednego mini ziemniaka
możecie również skorzystać z tych pyszności na diecie ducana.
Łosoś chociaż dość tłusty, to oczywiście dostarcza nam ważnych kwasów 
tłuszczowych omega-3 i broń boże nie wpływa negatywnie na cholesterol.
Dodatkowo bardzo prosty i szybki - nic tylko lecieć po składniki do sklepu!




Łosoś na gotowanych warzywach z chrzanowym puree
Przepis na 1 porcję - kaloryczność z zawartością ziemniaka

  • 80-100 g świeżego łososia
  • 150 g kalafiora
  • 1 mała marchewka
  • 1 mała pietruszka
  • 1/2 małego pora
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 bardzo mały ziemniak (po obraniu ok 60g wystarczy)
  • 30-50 ml mleka
  • 1 płaska łyżeczka chrzanu 


Pietruszkę i marchew obieramy, przekrawamy wzdłuż w pół i wrzucamy do gotującej się wody wraz z posiekanym porem (nie duża ilość wody [jeszcze jej nie solimy] - mniej więcej 7 cm wysokości garnka o dość dużej średnicy).

Po 15 minutach marchew i pietruszka powinny już być miękkie, wyciągamy je z wody i odkładamy na bok*, natomiast do wody wkładamy kawałki kalafiora oraz łososia i lekko solimy.

Gdy upłynie kolejne 10-15 minut, kalafior będzie już miękki (sprawdzamy widelcem) a ryba wyraźnie dogotowana, wyjmujemy wszystko z garnka.

1/3 kalafiora, ugotowanego ziemniaka**, chrzan oraz mleko blenderujemy na puree, które powinno być stosunkowo rzadkie.

Marchew, pietruszkę oraz pozostały kalafior kroimy w kostkę i układamy na talerzu.
Na wierzchu układamy rybę, na którą następnie nakładamy puree.





*Ja "nie toleruję" słonej marchewki, natomiast jeśli ktoś lubi, to można zostawić ją do końca gotowania i na początku posolić wodę.
**Jeżeli do przepisu dodajemy ziemniak, to należy równolegle ugotować go w osolonej wodzie.
Natomiast jeśli chcemy pominąć ten produkt skrobiowy, to puree możemy zrobić ze znikomym dodatkiem mleka i większą ilością kalafiora.
*** Tak jak jedna z czytelniczek słusznie zauważyła - podobnie możemy przygotować przepis gotując rybę i warzywa na parze :-)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Pierwsze urodziny!

Tak właśnie, to już dziś!
Dokładnie rok i parę godzin temu powstały Moje Dietetyczne Fanaberie!
Nie będę się specjalnie rozpisywać, chciałam tylko podziękować tym, 
którzy wspierają mnie na co dzień w tworzeniu bloga no i przede wszystkim Wam!
Wszystkim przypadkowym i regularnym czytelnikom serdeczne dzięki za to,
że jesteście, zaglądacie i wracacie nawet jak czasem zdarzy się nieudany przepis :-)
Mam nadzieje, że najbliższy rok zaowocuje w kolejne propozycje, które na stałe
wpiszą się w Wasze domowe menu na diecie i nie tylko :-)

Z tej okazji oczywiście nie mogło zabraknąć jednego z moich najukochańszych ciast..





Ciasto marchewkowe z kokosem i serkiem waniliowym

  • 100 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 120 g mąki pszennej
  • 180 g marchwi
  • 20 g oleju rzepakowego
  • 10 g ziaren słonecznika
  • 45 g rodzynek
  • 40 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 30g posiekanych orzechów włoskich
  • 120 ml mleka
  • 50 g brązowego cukru
  • 1,5 ł proszku do pieczenia + 1/3 łyżeczki sody
  • 3 łyżki kakao
  • 1 łyżeczka cynamonu, odrobina gałki muszkatołowej + opcjonalnie przyprawa do piernika
 dodatkowo:
  • 200 g gęstego serka homogenizowanego 0%
  • cukier waniliowy / słodzik + aromat
  • 25 g płatków kokosowych

 ---

Ciacho jest tak smaczne jak i proste w przygotowaniu, praktycznie rzecz ujmując "jednogarnkowe" i do tego "bezmikserowe" :-)

Marchew obieramy i ucieramy na małych oczkach.
Utarte warzywo umieszczamy w dużej misce, do której tak po prostu.. dodajemy całą resztę!

Wszystko razem mieszamy łyżką na dość gęstą masę, którą następnie przekładamy do wyłożonej papierem do pieczenia foremki (moja była nie zbyt duża, w kształcie serca, ale przepis nadaje się
też na małą tortownicę).

Ciasto pieczemy w temperaturze 180 'C przez 35 minut.
Gdy ciasto wystygnie wyciągamy je z formy  i przekrawamy w pół.



Przekładamy je waniliowym serkiem (zostawiamy 2-3 łyżki na wierzch).
Resztą serka smarujemy górę ciasta i posypujemy płatkami kokosowymi.


Jeżeli ktoś z Was nigdy nie jadł ciacha marchewkowego to KONIECZNIE musi spróbować! :-)

ps. Urodzinowy konkurs też będzie niebawem!



Aha i wciąż dumna zachęcam do zakupu świątecznej książki w której znajdziecie moje przepisy :-)



niedziela, 9 grudnia 2012

O dietetyce kilka słów

Dostaje na prawdę mnóstwo maili z zapytaniami odnośnie kierunku studiów jakim
jest dietetyka, pomyślałam więc, że może napiszę tu pare słów od siebie w tym temacie,
co może zobrazuje Wam nieco jak to wszystko wygląda.

Może zacznę od wyboru uczelni.
Dietetykę można studiować na uczelni medycznej, przyrodniczej lub na przykład w wybranej szkole zawodowej.
Wbrew pozorom nie jest to jedno i to samo, wiadomo, że jak na każdym kierunku na uczelni medycznej, będą nas obowiązywały przedmioty takie jak anatomia, fizjologia, pierwsza pomoc,
których znacznie mniej będzie w szkołach o innym profilu, w których większy nacisk będzie skierowany między innymi na technologię gastronomiczną itp.
Same uczelnie tez różnią się między sobą, ale tego dowiecie się tylko bezpośrednio od studentów danej uczelni - ja np słyszałam, że na dietetyce we Wrocławiu ogromny nacisk kładzie się na chemię.

Aby dostać się na ten kierunek zazwyczaj wystarcza matura z biologii (na chwilę obecną mamy niż demograficzny, więc nie trudno się dostać), co do poziomu to warto sprawdzać przeliczniki - na AM we Wrocławiu korzystniej jest zdawać podstawę (przynajmniej tak było 2 lata temu..) ponieważ za rozszerzenie dolicza się tylko 10 punktów, natomiast na mojej uczelni punkty z rozszerzenia mnoży się x 1,5.

Ja uczę się na Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach (ale tylko z nazwy "w Katowicach", ponieważ zajęcia mam w Zabrzu, w Bytomiu i od III roku również w Katowicach).
Studia są dwustopniowe, moje licencjackie będą trwały 7 semestrów + 4 semestry magisterskich,
natomiast wszyscy przyszli studenci będą mieli normalnie 6 semestrowy licencjat.

Przedmioty? Bardzo różne, ciekawsze i nudniejsze, sensowne i takie nie na temat też.

I rok:
  • anatomia człowieka
  • fizjologia człowieka
  • kwalifikowana pierwsza pomoc
  • parazytologia
  • podstawy etyki zawodu
  • psychologia ogólna
  • technologia informacyjna
  • żywienie człowieka
  • wychowanie fizyczne
  • język obcy
  • biochemia ogólna i żywności
  • mikrobiologia ogólna i żywności
  • organizacja pracy
  • pracownia żywienia i dietetyki
II rok:
  • chemia żywności
  • podstawy żywienia
  • technologia żywności i potraw oraz towaroznawstwo
  • żywienie kliniczne
  • pracownia żywienia i dietetyki cd.
  • analiza i ocena jakości żywności
  • kliniczny zarys chorób
  • język obcy
III rok:
  • żywienie kliniczne cd
  • zajęcia praktyczne z dietetyki
  • działalność gospodarcza i rynek pracy
  • zarządzanie zasobami ludzkimi
  • prawo i ekonomika w ochronie zdrowia
  • dietetyka pediatryczna
  • higiena, toksykologia i bezpieczeństwo żywności
  • statystyka w badaniach żywieniowych
...
wiem że w semestrze letnim będzie również farmakologia, genetyka.. wciąż nie mam harmonogramu, więc nie wiem dokładnie co nas czeka.

Po każdym ukończonym roku czekają na nas praktyki zawodowe w takich placówkach jak szpital ogólny, poradnia dietetyczna, dom opieki społecznej, lokal gastronomiczny.

Tyle chyba ze spraw ogólnikowych..

Nie mogę tak do końca powiedzieć Wam jak to u nas jest, bo jeszcze czeka mnie pare egzaminów.. :D
Ale poważnie - jest wiele nudziarskich przedmiotów i kilka prowadzonych w karygodny sposób, 
ale nie urodziłam się wczoraj, więc wiem, że na każdym kierunku takowe się spotyka.

Skupmy się na pozytywach!

Specjalnie dla Was dzień z życia studenta III roku - praktyczne zajęcia z dietetyki - 
Temat: dieta niskobiałkowa.

Praktyczne zajęcia z dietetyki o raz wcześniejszy przedmiot technologia żywności i potraw oraz towaroznawstwo to oczywiście jak do tej pory dwa moje ulubione przedmioty - GOTUJEMY!

Miałam dużo szczęścia, nasz rocznik jako jeden z pierwszych załapał się na cudowny nowy budynek dysponujący trzema 200% wyposażonymi kuchniami, który całościowo mógłby służyć za wielką restaurację ot co.


Na zajęciach z technologii gotowaliśmy typowe potrawy dla zdrowego człowieka i poruszaliśmy sprawy takie jak technologia tworzenia ciast lub np cały temat o kaszach, rybach mięsie, obróbce warzyw, omawialiśmy właściwości strukturotwórcze jaj i inne ciekawe rzeczy ;)
Natomiast na praktycznych zajęciach z dietetyki gotujemy potrawy pod konkretną dietę np monoskładnikową, łatwostrawną czy tak jak w przypadku tego dnia - niskobiałkową.

W menu znalazły się:

Zupa krem z pieczonych warzyw:


Pudding ryżowy z bakaliami:


Chlebek bezglutenowy z kminkiem:


Faszerowane bakłażany i cukinia:





Pizza ryżowa:



Przed zajęciami dzielimy się przepisami, łączymy w pary, wyznaczamy nieszczęśników obierających warzywa, innych nieszczęśników sprzątających... potem gotujemy..



...a potem degustujemy w jadalni i tak sobie gawędzimy jakie to z nas zdolne kucharki:



Czy polecam?
TAK jeśli interesuje Cię dietetyka i chcesz pracować jako dietetyk.
Czy jest ciężko? Uważam, że nie, choć trafiła mi się poprawka z mikrobiologii,
a kliniczny zarys chorób uświadomił mi jak gigantyczne mózgi muszą mieć ludzie z medycyny, chyba dwa tygodnie uczyłam się na ten egzamin nie wiedząc za co się złapać.
Jak przychodzi sesja to faktycznie trzeba przysiąść bo samo się nie zda i nie jest to też kierunek,
gdzie 100% obecność na zajęciach zwalnia Cie z egzaminu X, ale nie trzeba dzień i noc przez cały semestr ślęczeć nad książkami.

Oczywiście jeżeli nie znaleźliście odpowiedzi na jakieś nurtujące Was pytanie to piszcie śmiało :-)

piątek, 7 grudnia 2012

Pieczone placuszki z mintajem

Stwierdziłam, że stanowczo muszę bardziej zaprzyjaźnić się z rybami.
Przy okazji zastanawiałam się ostatnio co jest gorszym źródłem "chemii" - 
kurczak czy popularne ryby zazwyczaj reprezentujące cytuję "Całą tablicę Mendelejewa".
Kiedyś na zajęciach usłyszałam, chyba apropos słodzików, że jeżeli już spożywamy
coś, co może być szkodliwe, to lepiej używać różnych produktów, aby nie dostarczać
organizmowi wciąż tych samych składników, które potencjalnie mogą być niekorzystne.
Ciekawa teoria ^^.

Tak czy inaczej ryby trzeba jeść, najlepiej oczywiście te wysoko gatunkowe
(nawet mam już w głowie przepis na łososia), ale dzisiaj będzie mintaj :) 




Pieczone placuszki z mintajem i brokułami z sosem czosnkowym
Przepis na 2 porcje po 5 placuszków

  • 180 g ziemniaków
  • 100 g mintaja
  • 100 g brokułów
  • 1/2 średniej cebuli
  • 1 jajko + 1 białko
  • sól, pieprz
  • łagodna papryka
+
  • 100 g lekkiego naturalnego serka homogenizowanego lub kanapkowego
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego
  • szczypta soli
  • 2 duże ząbki czosnku
  • świeżo mielony pieprz


Ziemniaki oraz brokuły gotujemy w lekko osolonej wodzie do miękkości (oczywiście osobno).

Filet z mintaja podpiekamy na patelni (można też ugotować np na parze), wystarczy chwilę, aby ryba zaczęła się kruszyć, wtedy przekładamy ją do miski i jak odrobinę przestygnie to sprawdzamy, czy w środku aby na pewno nie pozostały żadne ości.

Ugotowane ziemniaki ubijamy wraz z brokułami na puree**, dodajemy do ryby i wbijamy jajko oraz białko, a następnie dodajemy posiekaną cebulę.
Do masy dodajemy około 1/2 łyżeczki pieprzu i tyle samo łagodnej papryki - jeżeli do ziemniaków i brokułów daliśmy tylko odrobinę soli, to możemy w tym momencie dodać jeszcze pół łyżeczki.

Wszystkie składniki mieszamy na masę, podobnie jak na klasyczne kotlety mielone i w dłoniach formujemy placuszki, które następnie układamy na blaszce z papierem do pieczenia, a następnie posypujemy dodatkowo papryką.



Placuszki pieczemy w 180'C przez 20 minut (lub 15 z termoobiegiem).
Gotowe gorące kawałki są bardzo delikatne, więc ściągamy je z blaszki przy użyciu drewnianej, płaskiej szpatułki.

W między czasie podczas pieczenia z podanych składników przygotowujemy sos czosnkowy.


**Zarówno ziemniaki jak i brokuły przed ubiciem powinny być dobrze odcedzone.

środa, 5 grudnia 2012

Pełnoziarniste bułeczki z kminkiem

Przepisów na domowe pieczywo nigdy dość, więc upiekłam dzisiaj bułeczki.
Mam nadzieje, że większość z Was zdecyduje się na domowe wypieki w trakcie świąt,
bo po co się męczyć z zamawianiem w piekarni skoro można zrobić swoje pyszności,
które nie dość, że są smaczniejsze, to jeszcze niejednokrotnie dłużej zostają świeże
(choć może po prostu tak szybko znikają..)
Bułki z mąki pełnoziarnistej nie wyrastają tak bardzo jak ze zwykłej pszennej,
ale za to zdecydowanie pozostawiają uczucie pełnego brzucha na dłużej :-)




Pełnoziarniste bułeczki pszenne z kminkiem
Przepis na 9 bułeczek
  • 260 g mąki pełnoziarnistej
  • 140 g mąki pszennej
  • kopiasta łyżka otrębów pszennych
  • 1,5 łyżki kminku
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 20 g drożdży
  • 100 ml mleka
  • 200 ml wody
  • 2 łyżki słonecznika

Wodę mieszamy z ciepłym mlekiem, dodajemy szczyptę soli, łyżeczkę mąki i drożdże, mieszamy i czekamy kilka minut aż rozczyn zacznie się pienić.

Obie mąki mieszamy z otrębami, dodajemy kminek i sól, a następnie dolewamy rozczyn i zagniatamy ciasto, które następnie przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na około 90 minut.

Wyrośnięte ciasto zagniatamy raz jeszcze w rękach i tworzymy  placek grubości 1,5 cm, który kładziemy na stolnicy podsypanej mąką i sporą szklanką wycinamy krążki (z ciasta powinno wyjść 9 bułeczek, każdy krążek powinien ważyć około 75 gram).


Porcje ciasta rozgniatamy jeszcze nieco w dłoniach na trochę większe krążki i układamy je na blaszce z papierem do pieczenia, gdzie powinny wyrastać kolejne 30 minut.

Przed włożeniem ich do piekarnika, przy użyciu pędzelka smarujemy każdą porcję mlekiem i posypujemy słonecznikiem, który lekko dociskamy do ciasta, aby po upieczeniu nie odpadał.

Bułeczki pieczemy w 180' C przez 30 minut.




Z 9 bułeczek które zrobiłam 6 godzin temu przed wyjściem na uczelnie zostały 3.. jeżeli jakaś przetrwa do rana to może uda mi się rozkroić i zrobić zdjęcie ;-)